Tak, wczoraj miałam takie małe oblężęnie, a biorąc pod uwagę, że moje mieszkanko liczy sobie aż 46 m kwadratowych, więc poczyniłam co nastąpiło. G. i H. przybyły z przybytkiem bożym zwanym dziećmi. Po degustacji wszelkich słodkich potraw młodzież została usunięta do pokoi damsko męskich celem uzyskania ciszy, pewna część opuściła dom celem zażycia świeżego powietrza. W pokoju damskim córa plus koleżanki bawiły się w przebieranki ( czytaj: wszystko co wyprasowałam leżało na podłodze lub zostało przymierzone i odłożone w zupełnie inny sposób niekoniecznie płaski). Syn natomiast zapanował w pokoju męskim z tzw. rówieśnikiem. Nie posiadał się chłopina ze szczęścia. Kolegów zawsze brak, nie ma się z kim bawić, a tu ma teraz jednego, tylko dla siebie. Także zabawa kwitła :)
My tymczasem, wyłączajac Męża-Tego-Samego, którego uwagę przykuła zielona trawa w telewizornii i zielona butelka z bardzo pożądanym plynem, zasiadałysmy i zaczęłyśmy obradować. H. jest w fazie indoktrynizowania celem przejścia na jasną stronę. Ohhh można by gadać. W każym bądź razie H. jest bardzo emocjonalnie związana z moim odchudzaniem. Cieszę się, albowiem grupa wsparcia mi rośnie. W chwili upadku (czytaj: niespodziewane spożycie pokramów wykluczonych z diety) będzie mnie miał kto podnieść. Wczoraj zresztą oprócz tradycyjnego tortu (musiałam przeżyć ok. 10 min. w cukierni i się nie poddać) upiekłyśmy z H. ciasto dietetyczne - sernik. I wiecie co, było za słodkie!!! Może faktycznie już tak bardzo przeszłam na jasną stronę. Nie wiem.
Czeka mnie jeszcze jedna próba. W weekend odwiedzimy teściów. Tesciowa jest mistrzynią w kuchni, potrafi z niczego wyczarować bardzo smakowitą potawę, niemalże zawsze ociekającą tłuszczem. A ten kto odmawia u niej posiłków, jest z góry skazany na Shawshank.
O bym tylko nie upadła.
- Hę?
- No wiesz na jutro...
- Ok, dobra. A wynaczyłeś jakąś granicę, ile chcesz na mnie wydać?
- Bylebyś nowego samochodu nie kupiła, albo kredytu nie zaciągnęła...
W taki właśnie sposób mój Mąż-Ten-Sam od dawien dawna szerokim łukiem omiją przybytki dobra publicznego zwane sklepami. Oj przepraszam, na przedostatnie walentynki sam poszedł i kupił, BO miał na kartce napisane co ma kupić wraz ze zdjęciem. Przebolałam juz to dawno. Na darczyńcę to tej mój chłop sie nie nadaje. Także kupuję sobie prezenty sama, wszelakiej maści. A potem udaję zaskoczoną: No coś ty kochanie nie trzeba było!
Waga mi stanęła. Stop. Czekam na dalszy rozwój wydarzeń. Stop. Why?
Więć od czego by tu zacząć... Tkwiąc nadal w totalnej rozpaczy w zwiąku z moją hipo-nadwagą dałam się namówić Gabryśce na odwiedziny u H. Tej H. Tej odchudzonej H. Oj schudła i to sporo, widać bardzo, najbardziej po pupci i po buzi. Po całkowitym okomplemetowaniu się wszem wobec i nawzajem H. przeszła do ataku i zaczęła mnie uświadamiać. Jest przemiłą i przesympatyczną osobą, bardzo charakterną. Sposób w jaki to wyjaśniała te właściwie proste zasady, wg których się odżywia zaczęły do mnie przemawiać. I przeszłam na jasną stronę... ODCHUDZAM SIĘ.... Sama podchodzę do tego ze stoickim spokojem, znam siębie i moją bardzo-słabą-silną-wolę. Naszpikowana wiadomościami i wyposażona w mądrą książkę rozpoczęłam dietę. Chudnę - 4,5 kg mniej, całe 20 jeszcze przedemną. Trzymać kciuki.
Dzieci moje chodzą nieco zasmarkane, coś tam w rękawy wycierają, ale się nie dają, bo o zgrozo pogoda na Kujawach nieciekawa. Wczoraj w ramach odwiedzin u dziadków synek raczył zaserwować swoje ciuchy w formie prosto do prania. Czego on wczoraj nie dotknął lub nie ruszył, pan Wszędobylski. Pragnę nadmienić, że moi rodzice posiadają gospodarstwo rolne z traktorami, kombajnem, podnośnikami itp. Więc rozumie się samo przez się. Dziecię usnęło wczorajw aucie i obudziło się dziś rano. Synek na śniadanie oświadczył, że został psem i tak będzie już do końca życia. Nie żyje Darwin i jego teoria
Córa jest w fazie rozpieszczonego bachora i zbuntowanej kobiałki wchodzącej w wiek dojrzewania. Wszelkie rodzeństwo w postaci sztuk jeden działa na nią jak płachta na byka, jest naburmuszona, a jedyne słowo to nie lub nie chce oraz chcę w wersji pozytynej. Cel na najbliższy tydzień ujarzmić dziecię, ochronić syna i nie dać się zwariować.
Jutro mam urodziny. 33. Chyba mam znowu doła.
Wczoraj brałam aktywny udziała w zajęciach aerobiku, który de facto prowadzi starsza Pani ok. lat 50. Luzik? w życiu, babeczka była pierwszą solistką, tańczyła w balecie. Yhmm jaką ma figurkę, a jaką kondycję. My kobitki nie wydalamy. Ale wczoraj sie przykładałam. Starałam się, nawet bardzo, i tak nie daję jeszcze rady, tak jak ona.
Po zajęciach Gabryśka przekazała mi paczkę od H. H. to serdeczna koleżanka Gabryski i jej była pracodawczyni. Bardzo się lubią, my z H. się też znamy. Otóż H. bardzo schudła ok. 14 kg w 5 mc-y. Zawzięła się jak zobaczyła swoje zdjęcia ze sylwestra. Odchudziła się i są efekty. A że H. elegancką babką jest i z Poznania pochodzi, więc centuje i za Chiny za duzych ciuchów nie wyrzuci. Więc postanowiła je oddać mnie. Sporo tego będzie, co mi się nie podoba, mam dać na PCK. Ok, mówię, bardzo dziękuję. W głębi duszy myślałam jednak, że PEWNIE będą na mnie za duże. Jak bardzo się myliłam. Wszystko leży jak ulał. Dostałam z 10 par spodni, może niektóry fason i kolor nie ten, ale zawsze. I w tym momencie ogarnęła mnie czarna rozpacz. Jaka ja jestem gruba!!!. Mam doła.
Celem uzupełnienia dodam, że H. nosiła te ciuchy jak miała na plusie te 14 kg, waga wskazywała powyżej 90.
Załamałam się.
Poszukuje diety cud.
I grupy wsparcia.
Wymiana doświadczeń?
TOTALNY DÓŁ.
Swego czasu dostałam w ramach premii gotówkę, o której Mąż-Ten-Sam nigdy sie nie dowiedział, ale zaczął podejrzewać, że takowa istnieje. Otóż późnym popołudniem w środę Mąż-Ten-Sam udał się w tzw. delegację do stolicy. Ja przypłaciłam to bałaganem w całym domu oraz brakiem Internetu, bo gdzieś kabelek nie stykał, po tym jak Mąż-Ten-Sam w końcu od kompa sie odkleił (!!! temat na dyskusję). Problemem nie było to, jakie koszulki spakować i czy wziąłem szczoteczkę, ale czy mam wziąć laptopa?, gdzie moja ładowarka do komóry.... Yghhhh ... Za mało wyjeżdża, musi częściej będzie bardziej zorganizowany.
No i stało się. Wyciągnęłam kasę... de facto już sporo mniej, albowiem nabyłam drogą kupna rameczki na zdjęcia celem stworzenia elementu dekoracyjnego nad łóżkiem w centralnym punktu mieszkania. Efekt super, polecam każdemu kto lubi czarno-białe zdjęcia. No i z tą kasą pojechałyśmy do tzw. marketu budowlanego. Zakupiłyśmy farbę, naklejki na ścianę, takie tam i LUSTRO. W końcu doczekałam się ogromnego lustra, w którym mogę podziwiać zarówno czubek głowy jak i stópki. Plan był taki: Gabryśka (czytaj tania siła robocza :)) przyjeżdża popołudniu ze sprzętem, ja wcześniej myję ściany z synkiem. Synek w końcu po 2 tygodniach bycia w domu z powodu anginy - zdziczał - i stwierdzam wszem i wobec, że przedszkole mu dobrze robi. Także ściany zostały umyte, co do obklejenia obklejone taśmą malarską, dzieci zakotwiczone przed telewizorem celem absolutnego spokoju. Ruszyłyśmy z kopyta, przedpokój został przemalowany na kawkę z mleczkiem, miły kolorek. Zrobiłyśmy małą przerwę celem położenia dzieci spać, które za nic nie chciały iść do łóżek i co chwila wynajdowały pretekst celem odwiedzenia przedpokoju w ilości metrów kwadratowych 3. Zabrałyśmy się zatem za lustro. Przedpokój jest wąski, więc chciałam przykleić je do ściany za pomocą kleju. Lustro ciężkawe było, ale nic. My lustro na ścianę, a ono ze ściany w dół. Ratunku!!! Moja ściana, moje lustro, plastikowe ale zawsze. No to Gabryśka i ja wymyśliłyśmy kombinację alpejską, jak za pomocą gadżetów typowo domowych je zainstalować, co by się tej ściany trzymało. Kij od mopa, 2 klocki drewniane, poziomica, papier toaletowy i taśma klejąca. Nie pytajcie jak, ale się trzymało. 3 dni. I nie odpadło, wisi, wisiało jak wychodziłam do pracy.
W piątek odwiedziliśmy naszą była opiekunkę P. Poszliśmy zobaczyć jej córeczkę, śliczna, mała istotka. Córcia trzymała ją na rękach, synek nie był wcale zainteresowany. Faceci...
Faceci i komputer to temat na nastepny wpis. Zgłoszę się muszę trochę ponarzekać.
sobota, 20 marca 2010
Licznik odwiedzin: 4128
| « marzec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 |
| 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |
| 29 | 30 | 31 | ||||
"Mam z wami 3 Światy i pół Ameryki..." tak mawiała moja mama, kiedy brakowało jej już słów na mnie i mojego brata... Czasami też tak mam, ale tylko czasami :) Mama Sp. z o. o. Prezes Zarządu, wspól...
więcej..."Mam z wami 3 Światy i pół Ameryki..." tak mawiała moja mama, kiedy brakowało jej już słów na mnie i mojego brata... Czasami też tak mam, ale tylko czasami :) Mama Sp. z o. o. Prezes Zarządu, wspólnik i udziałowiec w jednym. Bez prawa do uropu wypoczynkowego i zasiłku chorobowego, za to pracująca w pełnym wymiarze godzin plus bywa i tak, że nadgodziny, nie zawsze sowicie wynagradzana. A gdzie premia?
schowaj...