3 Światy i pół Ameryki

Centuś, sknerus i dusigrosz, czyli codzienna walka z wydatkami ... żony ???

Wczoraj to się miarka prawie już przebrała. Poszło o śledzie, worek na śmieci i złotówkę.
Jak? Tak w skrócie:
Mąż-Ten-Sam: Ty wyrzuciłaś woreczek po śledziach do śmieci?
Ja: Taaa.. (w porywach szału zakupiłam w ramach diety oczywiście marynowane filety śledziowe, które spałaszowałam z apetytem)
MTS: Przecież wiesz, że teraz wynosimy śmieci co 4-5 dni, bo nas nie ma w domu. Tak trudno odłożyć woreczek na bok i po prostu wynieść jak będziesz wychodzić na spacer z psem??? się zaperzył
Ja: O Bosze, no to wyniesiesz teraz całe śmieci...
MTS: Nie będę z powodu twojego widzi-mi-się marnował 1 PLN, tyle kosztuje worek.
Ja: ?!?@?>???????? (szczęka mi opadła i odbiła się od książki, bo sobie leżałam i czytałam)
MST: Jedno to umiesz robić wydawać pieniądze. Powinnaś wyjść za takiego, co groszem nie śmierdział, to byś dopiero....
Ja: Przecież nie śmierdziałeś?!
MTS: (wściekły) otwiera usteczka żeby cos powiedzieć...
Ja: Zanim coś powiesz pomyśl, żebyś potem nie żałował.
MTS: A czego mam żałować.... bla bla bla


O żesz ty orzeszku. No normalnie wyjdę z siebie i stanę obok, bo nie wierzę, że to się dzieje naprawdę. Co za sknera. Nie wiem o co chodzi, ale mój ślubny czasami miewa takie zwarcia na zwojach mózgowych i potem gada trzy po trzy.


Chwilę później scena rodzajowa nr 2
MTS: Wiesz przed tym wyjazdem nad morze chciałbym zamówić rolety do auta. Wiesz przeciw słoneczne, dla dzieciaków...


Odwróciłam kota ogonem. No patrz jaki milutki. Sam chce teraz wydawać pieniądze. Przyganiał kocioł garnkowi. Eh.. Faceci - szkoda słów.