Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Poniedziałek już od wtorku...

piątek, 12 marca 2010 22:03
Dzisiaj miałam wolny dzień. Jak nigdy potrzebowałam odrobiny spokoju... nie wiem przesilenie wiosenne, zmeczenie materiału, lenia może mam??? 

Notka do edycji.
 

komentarze (1) | dodaj komentarz

Chcę być dobrą mamą!!!

wtorek, 16 lutego 2010 7:40

Na jednym z portali czytałam wyznania kobiety, która chce zostać mamą. Jak to zwykle w życiu bywa - o ironio!!! - jest to kobieta zamężna, wykształcona, posiadająca bardzo dobrze płatną pracę, sielanka. Ta pani leczy się na bezpłodność od kilku lat. Bez rezultatów. Wraz z mężem podjęli decyzję o adopcji dziecka. Mama tej kobiety również wychowywała się w domu dziecka, dlatego też łatwiej było im podjąć taką decyzję. Zdecydowali się na adopcję 7-letniego chłopca chorego na epilepsję. Są w trakcie załatwiania formalności, spotykaja się ze swoim przyszłym synkiem, zaczynają tworzyć rodzinę. Opowiada, że podczas ostatniego spotkania w walentynki poszli do restauracji an obiad. Mały się zapytał „Ale nie bedzisz piła wódki? Nie pójdziesz do więzienia?" Serce mi się rozpadło na kawałki. Ryczę jak bóbr od samego rana. Wczoraj odbierałam synka z przedszkola, scenka rodzajowa w roli głównej zdenerwowana mama i chlipiący Kubuś. Kubusią Ben10 stracił oko, matka nie chce szukać, bo się spieszy do domu, Kuba wyje, matka pokrzykuje „nie bucz, w domu jeszcze dostaniesz!" Horror!!!


Nie jestem mamą idealną. Jestem zmęczona, przepracowana, poirytowana. Nie wysypiam się, pokrzykuję na dzieciarnie, nie gotuję obiadów w tygodniu, prasuję też raz w tygodniu. Nie sprzątam, nie latam ze ścierką. Żal mi tego czasu, tej chwili, którą mogę spędzić z rodziną. Wczoraj usiadłam z młodym do gry (młody ma szlaban na TV) i okazało się, że istnieją inne ciekawe rzeczy poza pudełkiem z obrazkami. Układaliśmy PUS-y. Takie już dla pierwszoklasistów. Siedzieliśmy obok siebie, śmialiśmy się, trącaliśmy łokciami, dawaliśmy sobie piątki za super zrobione zadanie. Mama i syn. Razem. Bez wódki i płaczu. Tak normalnie. Nie mogę, płakać mi się chce.


Wczoraj byłyśmy z córką odebrać jej pierwsze okulary. Sama zasygnalizowała, że jest problem. Po wizytach u okulisty i badaniach stwierdzono wadę, jest krótkowidzem, za mamą. Będzie nosić okulary jak mama. „Wiesz jestem taka jak ty, noszę okulary jak ty, noszę aparat jak ty, mam taki sam charakter jak ty, taki wredny" haha. Poszłyśmy na spacerek, kupiłyśmy rajstopki i korale na bal przebierańców dla Gwiazdy Rocka. Śmiechy, kuksańce, szturchańce, Lady Gaga w samochodzie. Wracamy, młoda robi wielkie wejście w okularach. Siada, odpada, czyta książkę. Bez wódki i płaczu. Tak normalnie. Nie mogę, płakać mi się chce.

 

komentarze (0) | dodaj komentarz

The Nothing-BOX

sobota, 13 lutego 2010 11:04

Pudło nicości ... i stała sie jasność. Po 12 latach małżeństwa zakumałam o co lotto. Naprawdę... Mężczyzna jest istotą prostą, nieskomplikowaną, z przejrzystą instrukcją usługi. A jednak... może być jeszcze prościej.

MTS siedzi przed kompem kolejna godzinę, dziatwa błaga ojca o chwilę uwagi: "Tata co to jest kosmos? Tata co to jest aplikator? Tata pokażesz mi jak to się robi? Tata pomożesz mi?" Cisza, błoga cisza. MTS jest w swoim pudle, pudle nicości.

Syna mam rodzaju męskiego, najmłodszy pierworodny. Zaczynam zauważać pierwsze oznaki pudła. Syn odpada przez telewizorem. Magiczne pudełko w obrazkami pochłania go bez reszty. Mamią mi dziecko - myślę, jak mi się potomstwo w Disney'a zapatrzyło. Ależ nie ... Syn zaczyna już bywać w swoim pudle. Pudle nicości. "Synek głodny jesteś? Będziesz coś jadł?" Echo. "Synek jak w przedszkolu? Co było na obiadek?" Echo. "Byliście dzisiaj na dworzu? Ulepiłeś bałwana?" Echo.

Za to córka dziś ostrę zwarcie na przewodach, Zzzzzzzzzz, zzzzzzzzzzzz, ZZZZZZZZ, trzask!!! Wszystko jest na NIE.


Potrzebuję terapeuty - dla siebie. Moje spaghetti się przegrzewa.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Szpital, łokieć i siostrzana pomoc czyli spokojny weekend Matki Polki Pracujacej Mającej Dzieci

poniedziałek, 08 lutego 2010 8:23

Taaakkk...Po upojnym weekendzie zaczął się tydzień, kolejny... co nam przyniesie???

 

W sobotę ze zwykłego zlotu czarownic-przyjaciółek zrobiła się impreza karnawałowa. Mężowie, dzieci, koty, psy itp.  Matka nie przewidziała, że może być tak fajnie :-].  Ubrała się w kreacje blisko ciała ( bo ma go teraz 17 kg mniej), oko zrobiła na kocie, brzuch wciągnęła, pierś wypięła, spryskała się litrem wody toaletowej i była gotowa. Prowiant suchy został wcześniej zakupiony po jeszcze wcześniejszych uzgodnieniach dotyczących ilości i marki tegoż też towaru. Zawitaliśmy w skromnych progach H. coś kole piątej. Dziecięta się znają i lubią, więc język wspólny odnajdują i się oddalić potrafią oddając swe umysły i ciała wspaniałej zabawie. Biesiadowaliśmy po późnej nocy, i była karkóweczka z grilla, i zapiekane warzywa, i sosik tatarski, i ciasta wszelakie, i dipy, i warzywka - człek głodny nie chodził. Coś dla duszy? A jakże polki, mazurki i oberki... aż szkoda że się skończyło, że ten weekend taki krótki.

 

Nie obyło się jednak bez atrakcji. Przecież było by nudno;-(. Dziecię moje pierworodne podczas pierwszej fazy snu doznało urazu stawu łokciowego lewego. Dziwne jak można spać skacząc po łóżku. Wygladało niegroźnie, niemniej jednak matce zapaliła się lampka, że do szpitala trza jechać. Po wstępnych oględzinach wszystkich ekspertów postanowiliśmy przeczekać noc, oby do rana. Dziecię snem kamiennym usnęło, matka przemyślała. Jedziemy. Padło na MTS. Pojechał grzecznie ok. 13tej czasu niedzielnego - no normalnie polecam -  środek zimy, niedziela popołudniu, izba przyjęć szpitala miejskiego. Można zakwitnąć, można korzenie zapuścić, można doznać zatrucia alkoholowego od współtowarzyszy niedoli. Po 3 h stania i czekania MTS wymiękł: „Czy mogłabyś przyjechać? Głodny jestem.. Nogi mnie bolą. Weź samochód i przyjedź! Co nie możesz?" Poirytowanie narastało. Na popołudniowej zmianie matki dziecię nagle cudownie przyjęto. Okazało się, że zwyczajne nadwyrężenie. Łot co... Matka ma czyste sumienie, a dziecko hipochondrię dziedziczoną genetycznie...

 

Na siostrzaną pomoc można zawsze liczyć, nie zawsze o czasie. Nasz suczka została w domu podczas imprezy wyjazdowej, myśleliśmy o sielskim pobycie na wsi, przy minus 15 St., jednak po raz kolejny matkę sumienie szarpnęło.  Suczkę zostawi się w domu, sis pieska weźmie na spacerek. Przyjedzie ok. 10tej. Weźmie na długi spacer, nie się psina wybiega. Zdążyliśmy wrócić, się rozpakować, kawę wypić, do szpitala się wybrać, zalec na kanapie celem odpoczynku. Chwytam za telefon, co by sis podziękować za takie poświęcenie. Psina smutno patrzy i błagalny wzrokiem prosi wyjdź ze mną na spacer. PROSZĘ CIĘ!!!. "Eeeee właśnie wstałam, bardzo Cię przepraszam, zaraz przyjdę i wyprowadzę Fionkę..." 13:49. No comments.

 

Z zanotowanych dzisiejszych przypadków  dodam, że:

- córa nie potrafi nosić tornistra (bo uraz), nie może się ubierać i rozbierać ( bo uraz), nie może zapiąć kozaków (bo uraz)... jak ona będzie jadła???

- syn ma bal karnawałowy, strój Indianina, 3 x zmieniał zdanie, czy się przebierze przed śniadaniem czy nie, kreski wojenne za chude, za grube, w sali wszyscy koledzy jeszcze w cywilu, on chce się przebrać, ojciec uciekł, nawet MTS miał dość.

 

Nie cierpię poniedziałków.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Olaboga

poniedziałek, 01 lutego 2010 12:29

działo się działo, a matka nic nie zapisała.


Zacznijmy jednak od początku. Sylwestrowo było, oj nawet bardzo.  I nie "ą- ę" bynajmnie, bułkę przez bibułkę... tylko sielsko w Koziej Wólce, u G. 31.12. dostaliśmy tel. popołudniu, czy byśmy nie przyjechali. Każdy miał wziąć ze sobą coś do żarcia i do picia. Impra się udała, dzieciatka poległy w łóżkach coś kole czwartej, matka nieco póżniej :))


Od 04.01. kierat szkolno-domowo-przedszkolnym. Ortodonta, alergolog, takie tam - standarcik.


15.01. ferie zimowe. jak się okazało MTS  ma 9 dni zaległego urlopu. Zaległ więc w domu i dzierżył wartę przy ognisku domowym.  Także JA po prostu wstawałam rano, po 30 min. pobytu w przybytku zwanym łazienką zdawałam się być boska, biegłam na spacerek z psiną i nawet zadowolona wsiadałam do mojego rolls roys'a i mknęłam do pracy z niczym nie zmęconą myślą o spokojnej pracy (ale jak to zwyczaj bywa, bywało różnie).  Nie interesowało mnie w co potomstwo się ubierze, o której wstanie, czy zje czy nie zje, jakie bedzie miało humory... Nie moja broszka. Jak dla mnie rewelacja. Timing mnie wykańcza:)))


Ale ferie się skończyły. Do roboty z całym ekwipunkiem. 6:00 rano pobudka, potem poprawianie ideału, 6: 35 śniadam, potem dziecięta, pobudzić do życia, co by w "stand by" nie weszły i heja... Auto nie odpaliło, akumukator się wziął i rozładował. MTS mnie zawozi do pracy.  Śmierdzę fajkami - "już zdążyłaś zajarać? następnym razem pojedziesz autobusem" No comments - w tle leci "nasza" piosenka U2 "with or without you". Nasze milczenie jest bardzo wymowne...


Nie cierpię poniedziałków.

komentarze (0) | dodaj komentarz

niedziela, 21 marca 2010

Licznik odwiedzin: 4132

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Trochę o mnie

"Mam z wami 3 Światy i pół Ameryki..." tak mawiała moja mama, kiedy brakowało jej już słów na mnie i mojego brata... Czasami też tak mam, ale tylko czasami :) Mama Sp. z o. o. Prezes Zarządu, wspól...

więcej...

"Mam z wami 3 Światy i pół Ameryki..." tak mawiała moja mama, kiedy brakowało jej już słów na mnie i mojego brata... Czasami też tak mam, ale tylko czasami :) Mama Sp. z o. o. Prezes Zarządu, wspólnik i udziałowiec w jednym. Bez prawa do uropu wypoczynkowego i zasiłku chorobowego, za to pracująca w pełnym wymiarze godzin plus bywa i tak, że nadgodziny, nie zawsze sowicie wynagradzana. A gdzie premia?

schowaj...

Bywalcy

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 05.02.2010 19:18:52
  • autor: Marjanna B.
  • treść: Jako, że innej formy...